Pomysł na tę notkę podrzuciła mi kiedyś Zuza, informując o istnieniu strony 'The Burning House'. Głównym przesłaniem tego serwisu jest pytanie: 'Co zabrałbyś ze sobą, gdyby twój dom płonął?'. Ludzie z całego świata wrzucają tam zdjęcia rzeczy, które w razie niebezpieczeństwa próbowaliby ze sobą zabrać. Moment wyboru pomiędzy rzeczami praktycznymi, wartościowymi a tymi, które wzbudzają w nas największy sentyment, z pewnością mógłby dużo o nas powiedzieć. A więc i ja, trochę na wyrost, bo nie przyzwyczajam się ani do miejsc ani do ludzi, a więc tym bardziej do przedmiotów, stworzyłam mini-listę najważniejszych rzeczy.
- komputer (z Internetem) - zdaje się, że jestem uzależniona od Internetu;
- portfel - bardziej ze względu na wszystkie dokumenty, niż pieniądze;
- kluczyki do auta - samochód to najwartościowsza rzecz jaką posiadam, a poza tym dzięki niemu mogę w każdej chwili odjechać w nieznane;
- paszport z ważnymi wizami - podróże stanowią bardzo ważną część mojego życia, a niektóre pieczątki są miłym wspomnieniem przygód, fajnie będzie pokazać kiedyś swoim dzieciom, jaki piękny kawałek świata widziałam;
- książki - nie mam w swojej kolekcji białych kruków, nawet nie mogłabym się zdecydować na ulubione dzieło, ale książki same w sobie są dla mnie zbyt cenne, żebym mogła patrzeć, jak się niszczą, więc z pewnością wynosiłabym je garściami.
Hmm... Obserwując swój profil stwierdzam, że jestem typem sentymentalno-praktycznym. A jak jest z Wami? Podzielicie się swoimi listami?
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
Ja w czasie ewakuacji zabrałam z domu psa. I tylko psa. :D
OdpowiedzUsuń na zawszeno psa przecie bym pierwszego ewakuowała także:)
Usuń na zawszeAparat, telefon, komputer - tak, oto przed Państwem dziecko dwudziestego pierwszego wieku... Oprócz tego oczywiście książki (podobnie do Ciebie, wzięłabym je garściami!) i walizkę z ubraniami na zmianę. Bo jednak to są dosyć cenne rzeczy. W walizce pewnie znalazłby się portfel na wypadek kryzysu... szkoda mi pozostawić pieniądze na pastwę losu w płonącym domku. Pewnie wzięłabym też mleko i sucharki.
OdpowiedzUsuń na zawszeDla mnie to proste- laptopa, dysk z archiwum wszystkich zdjęć, dokumenty, aparat fotograficzny, kluczyki od samochodu i wygodne buty :)
OdpowiedzUsuń na zawszeo popatrz, o dysku nie pomyślałam!
Usuń na zawszeja bym zabrała ze sobą opowiadania cortazara, przenośny dysk ze wszystkimi zdjęciami i pudełko z biletami do kina, które zbieram od 2006 roku. a z praktycznych to chyba telefon, bo komputer za duży i ciężki ;)
OdpowiedzUsuń na zawszewzięłabym kota i psa pod pachę i pewnie nic więcej bym już wziąć nie dała rady;)
OdpowiedzUsuń na zawszeja dokładnie tak samo:)
Usuń na zawsze1. Lustrzanka
OdpowiedzUsuń na zawsze2. Pudełko z pamiątkowymi rzeczami
3. Dokumenty (paszport!!!)
4. "Samotność w Sieci"
5. Rysunki mojej pięcioletniej siostry
Hm. Sama mam stacjonarny komputer, nie mniej jednak próbowałabym go ratować. Bolałaby mnie ilość straconych danych w przeciwnym razie. Do tego brałabym kota, torebkę (bo w niej zawsze jest wszystko: portfel, dokumenty, aparat, klucze i masa różnych śmieci). I nie jestem pewna czy za czymkolwiek bym się jeszcze rzucała. Może notatnik tylko, w którym dużo ważnych rzeczy jest zapisanych, ale gdybym nie zdążyła go wziąć, nie rozpaczałabym wybitnie.
OdpowiedzUsuń na zawszeChyba podobnie jak Ty średnio się przywiązuję do ludzi i do rzeczy, dlatego niewiele tego.
Fajny ten projekt. Dobrze jest tak czasem spojrzeć z dystansu na to wszystko, co się posiada :)
Właśnie wyobraziłam sobie jak targasz komputer stacjonarny z monitorem :D Myślisz, że zdążyłabyś wyjść, zanim ogień zająłby twe ciało? :D
Usuń na zawszeA kto powiedział, że z monitorem? Niech monitor sobie zdechnie :P
Usuń na zawszeSamą puchę (bo przecież wypiąć dysku bym nie zdążyła - chociaż, może :P). Z racji, że ta moja pucha jakoś wybitnie ciężka nie jest i mieści się pod pachą, nie byłoby tragedii :P
Chociaż w sumie... byłabym potem pewnie łysa i spędziłabym 10 lat u chirurga plastycznego :P
Dobra, przez noc przemyślałam sprawę :D
Usuń na zawszePo wypłacie idę sobie sprawić dysk przenośny ;) już możesz się czuć, jakbyś mi życie uratowała :) Ha! :)
Ach! Wiem!
OdpowiedzUsuń na zawszeSpróbowałabym zgarnąć jeszcze dwa albumy ze zdjęciami mojej mamy z czasów jej młodości i mojego dzieciństwa. Uwielbiam te wracać do tych zdjęć, więc byłoby mi żal je stracić.
Czyli trochę sentymentalna jestem :)
zabrałabym czarną kreaturę, która w nocy podpija mi wodę ze szklanki, wylizuje lukier z pączków wiedeńskich, a w sesji kładzie się na moich notatkach. kot pod pachę i w nogi. a resztę pal licho.
OdpowiedzUsuń na zawszeJak mój brat kiedyś robił jajka sadzone i nalał oleju na patelnię, a potem się zajął komputerem i w pewnym momencie z patelni wybuchł czarny słup dymu... to pierwsze co wynieśliśmy z domu to był pies i papugi w klatce (by nie zaczadziały) i staliśmy na korytarzu z pół godziny zanim sie przewietrzyło. Kuchenkę szybko wyłączyliśmy, niestety długo grzała(elektryczna), a nie dało się zdjąć patelni, bo przywarła na chwilę. :D No ale nie było ognia, nie liczy się.
OdpowiedzUsuń na zawszeJa zabrałabym aparat, komputer, paszport i tyle albumów zdjęć z dzieciństwa, ile bym zdołała unieść.
OdpowiedzUsuń na zawszeod razu pomyślałam o przenośnym dysku na którym mam zgrane foty z dotychczasowego życia mojego syna:)
OdpowiedzUsuń na zawszeja zabrałabym córkę i kota-mysle ze w pożaże miałabym takie nerwy ,ze nie myslałabym o przedmiotach.kajot34,pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń na zawszeZnajoma, w czasie powodzi w 1997, wybudzona w nocy ze snu wyniosła z domu tylko suszarkę - to był jej ostatni zakup... (a miała w domu wiele rzeczy o dużej wartości materialnej i niematerialnej)...
OdpowiedzUsuń na zawszeuihihi ja też mam tyle palahniuków ja tez, ja tez, ja też!
OdpowiedzUsuń na zawszeksiążki!
OdpowiedzUsuń na zawszeja pewnie wzięłabym laptopa i portfel i bym uciekała :D
OdpowiedzUsuń na zawszelaptop!! i portfel z dokumentami!
OdpowiedzUsuń na zawszeJa zabrałabym albumy ze zdjęciami i dyski przenośne też z fotkami. Inne rzeczy z łatwością udałoby się odtworzyć, a wspomnień i zatrzymanego czasu na kliszy niestety NIE.
OdpowiedzUsuń na zawszeHaha, fajny pomysł dzielenia się takimi zestawami ewakuacyjnymi. Ciekawe na ile byłoby to zgodne ze stanem faktycznym w czasie ewakujacji? Oby nikt nie musiał się przekonywać :). W takich sytuacjach mózg potrafi czasem płatać figle: moja koleżanka w czasie kolizji drogowej, zamiast próbować manewrować autem tak, żeby wyjść cało z wypadku, łapała radio, które wypadło z wnęki w desce rozdzielczej. Ja, w wielopiętrowym hotelu, tuż po kąpieli, podczas trzęsienia ziemi, kiedy zachwiał się cały budynek, pootwierały drzwiczki szafek i pospadały rzeczy stojące na półkach, nie myślałam o tym jak się ewentualnie ratować gdyby zatrzęsło się mocniej tylko o tym, że będzie wstyd, bo potem odkopią moje nagie zwłoki ;).
OdpowiedzUsuń na zawszePodejrzewam, że w razie ewakuacji z mojego mieszkania ratowałabym aparat z kamerą, komputer i ślubne portrety moich dziadków :). Dokumenty są do odtworzenia, a gotówką nigdy nie śmierdzę ;).
świetny pomysł na post ;]
Usuń na zawszeja chyba w panice nic bym nie wzięła xd
super !
zapraszam na mój blog;)
Przerażające zagadnienie, nad którym wiele razy myślałam i doszłam do wniosku, że pewnie w panice i tak bym co innego zrobiła. W teoretycznych rozważaniach chyba wzięłabym tyle rzeczy ile bym uniosła! Dysk z wszystkimi zdjęciami i projektami, torebkę (w której jest codzienny niezbędnik dokumentowo-kosmetyczny), moje bloki akwarelowe, które akurat byłyby na wierzchu, paczkę gotowych akwarel, książkę którą akurat czytam, książkę "Biały kruk" Stasiuka (leży na wierzchu), album Duda Gracz Chopinowi (cudem udało się go dostać), to wszystko do dużej, starej walizy, która stoi u mnie na szafie. Resztę wolnego miejsca w walizce dopchałabym pierwszymi lepszymi ubraniami chwyconymi z szafy. Uff obym nie musiała tego robić w praktyce!;)
OdpowiedzUsuń na zawszeNa pewno wzięłabym ze sobą zdjęcia mojej zmarłej mamy. Nigdy już jej nie zobaczę, więc zawsze chciałabym mieć jakąś jej część przy sobie.
OdpowiedzUsuń na zawszeTeż jestem uzależniona od neta :P
OdpowiedzUsuń na zawszehttp://stylowa-moda-moda.blogspot.com/
heh jak byłam mała to wiele razy wyobrażałam sobie taką sytuację, wtedy priorytetem były moje maskotki :) myślałam sobie że gdybym ich nie wyniosła to byłyby koniec świata... Teraz trochę inaczej bym to zorganizowała ale wydaje mi się, że podobnie jak Ty, dokumenty, komputer :) KARO
OdpowiedzUsuń na zawszeAleż fajny post :) generalnie zabrałabym podobne rzeczy + aparat za ciężko zaoszczędzone pieniądze. Jednak po dłuższym zastanowieniu się stwierdzam, że w takiej sytuacji za bardzo bym panikowała żeby tego wszystkiego szukać.
OdpowiedzUsuń na zawszeTyyyyyyy! podobna jesteś do Mischy Barton;*
OdpowiedzUsuń na zawszedużo osób mi to mówi! :)
Usuń na zawszei moją pierwszą myślą jest pies=) jednak domyślam się, że pełna nazwa zamysłu powinna brzmieć: "Co wyniósłbyś z domu podczas pożaru wiedząc, że wszyscy domownicy są bezpieczni" =) myślę, myślę i nie wiem... na pewno aparat i ipod'a, pewnie chwyciłabym torebkę z portfelem i telefonem... gorzej, jakby pożar złapał mnie w rodzinnym domu, wtedy pewnie miałabym dylematy, bo i rzeczy więcej;)
OdpowiedzUsuń na zawszeMęża, Marlene, album ze zdjęciami ze slubu, laptop, telefon i chyba plecak pracowy jak go nazywam jak bym zdazyla go zlapac..
OdpowiedzUsuń na zawszeTrudno powiedzieć tak szczerze mowiac nigdy czlowiek nie wie co chwyci..
czasem sie zastanawialam nad tym zagadnieniem w opcji "koniec swiata".. co bym wzieła.. czy w ogole bym o czymkolwiek pamietala typu wygodny but, cieply sweter..
Z zakladaniem takich rzeczy jest troche jak z deklraowniem swojego zachowania przy zdradzie.. Nigdy nie jestesmy w stanie powiedziec jak sie naprawde zachowamy..