piątek, 30 września 2011

marines

To nie jest wpis z cyklu 'nie założyłam dziś majtek i poczułam się wolnym człowiekiem'. Zaręczam, że mam na sobie nawet spodenki!

Każdy nowy miesiąc w kalendarzu motywuje mnie do zmian/rozwoju. Z konsekwencją i wytrwaniem w postanowieniach bywa różnie, ale dla mnie liczą się już same chęci. Tak więc w ramach października: od jutra będę perfekcjonistką :) Nadchodzący miesiąc zapowiada się dosyć żywiołowo i będzie świadkiem przynajmniej kilku ważnych wydarzeń (m.in. obrona mgr) oraz okresem, w którym rozwiążą się inne sprawy (nie rozpędzaj się czytelniku, z rozwiązaniem niewiele ma to wspólnego!), więc wkraczam w niego z pełnym impetem. 
Poza tym 15-16.10 będę brała udział w Blog Forum Gdańsk jako prelegentka. Oczywiście, będę mówić mądre rzeczy, jak zawsze!


fot. Paweł
dress: tk maxx (inną wariację można podziwiać TU)

I jeszcze na koniec cytat z książki. Oczywiście ma się nijak do notki, ale jako, że szalenie lubię książkę, z której pochodzi, nie mogłam się oprzeć, żeby go nie dodać. A zresztą. Mój blog? Mój.

Demiurgos kochał się w wytrawnych, doskonałych i skomplikowanych materiałach - my dajemy pierwszeństwo tandecie. Po prostu porywa nas, zachwyca taniość, lichota, tandetność materiału./Schulz 'Sklepy cynamonowe'



środa, 28 września 2011

Pętam się, kluczę, nie zacieram śladów

W jakimś wywiadzie (wiem, zabrzmiało to, jak gdybym udzielała co najmniej pięciu dziennie) powiedziałam, że ubrań nie traktuję jako manifestu poglądów czy sposobu na wyrażanie własnej osobowości. Pewnie dlatego nigdy nie należałam do żadnej subkultury, bo definiowanie siebie poprzez czarną koszulkę czy zielone spodnie od zawsze wydawało mi się bez sensu. Nie widzę także potrzeby interpretowania mody. Kiedy czytam, że namalowane na sukience kajdanki ktoś tłumaczy jako 'metaforę fashion victim', 'ciemne kolory są ekwiwalentem upadku człowieczeństwa', a proste fasony zostały wykorzystane jako 'hołd niewolnictwu', to zastanawiam się, czy świat dąży ku temu, że niedługo naszym jedynym obowiązkiem będzie obcinanie paznokci u nóg...

Tak więc, jeśli za chwilę zakwalifikujecie mój ubiór do klasy 'pensjonarski szyk' lub 'miejski gotyk', miejcie na uwadze, że ostatnią rzeczą o jakiej myślałam ubierając się rano, było to, czy mój strój i ja dopełniamy się, czy istnieje korelacja pomiędzy moim cyklem miesiączkowym a kolorem bluzki oraz czy rozbieżność pomiędzy dzisiejszym humorem a barwami odzienia wpływa znacząco na mój stan psychiczny.

A co Wy myślicie na ten temat? Czy ubrania w jakiś sposób definiują Waszą osobowość?


fot. Paweł
shirt: romwe, shorts: stradivarius

*Tytuł to fragment wiersza M. Świetlickiego

sobota, 24 września 2011

niekoniecznie o mężczyźnie


                Męski t-shirt okazuje się być kamizelką ratunkową, kiedy postanawiasz wziąć życie za rogi.
                Przy okazji popełniasz siedemnasty z rzędu plagiat obuwniczy tej dekady. I jest pięknie.


fot. Paweł
t-shirt: forty onuce , skirt: stradivarius, collar: raramodo, bag: h&m, sunglasses: Ray Ban,  shoes: camaieu

piątek, 23 września 2011

Ne Comme Ca - relacja z pokazu

Z płytkim oddechem i włosami przyczepionymi do twarzy (byle szybciej!) wpadam przed Browar Mieszczański. Na czerwonym dywanie łaszą się już goście. Szybka lustracja zgromadzonych osób i zaczynam żałować, że ostatnie 15 minut poświęciłam na oglądanie tv, podczas kiedy powinnam była spożytkować je na spenetrowanie pawlaczy w poszukiwaniu jakiegoś stroju pajaca lub klauna, ponieważ w marynarce i legginsach, na tle innych dziewcząt w sukniach balowych, wyglądam chyba skromnie. Puszczam sobie płazem małe niedopatrzenie i ruszam do środka. A tam igrzyska lansu. I o ile naprawdę lubię pokazy mody, nie znoszę otoczki, która wytwarza się wokół nich. Mile widziane jest, jeśli znasz przynajmniej połowę gości, a jeśli liczba wysyłanych w próżnię 'buziaczków' jednego wieczoru przekroczy cyfrę 20 - możesz poczuć się wreszcie, jak u siebie w domu (uff). Jeśli nie lubisz sztuczności, w żaden sposób nie kręci cię robienie sobie zdjęć ze znanymi ludźmi, ani bezczynne wystawanie w najbardziej reprezentatywnym miejscu celem pokazania swojego stroju, nie rajcuje cię również picie szampana (raz, że kierowca, dwa - jako potomek Ukraińców uznajesz tylko wódkę), to prawdopodobnie nie jest to miejsce dla ciebie. No ale zaprosili, więc już zostajesz.

Siadasz w pierwszym rzędzie (na dwa dostępne) i czekasz. Chwilę przed godziną 19.00, na którą zaplanowany jest pokaz powoli schodzą się ludzie, zajmują miejscówki, organizatorzy coś tam jeszcze poprawiają. I czekamy. Pięć po, dziesięć, piętnaście. Ja czekam, ty czekasz, ona czeka, oni czekają. I tak czekamy. I czekamy. Trochę z nerwami, bo nie znosisz spóźnialstwa, bo to według ciebie oznaka braku szacunku, trochę odpuszczasz, bo wszystko jest tak perfekcyjnie przygotowane, na najwyższym, jak na Polskę poziomie, że na małą wpadkę można przymknąć oko. Przez głowę przechodzi jeszcze taki mały żal, że przez te prawie pół godziny zdążyłabym z pewnością odnaleźć w domu sukienkę komunijną, żeby choć trochę wpisać się w klimat poprzebieranych gości. Ale już. Dwadzieścia pięć po. Zaczynamy.

Najpierw wyświetlony zostaje fashion movie produkcji Lewicka&Grymuza (ponoć można tam gdzieś znaleźć Erill). Całość wykonana perfekcyjnie, ale znając już inne filmy tego duetu - tym wyjątkowo nie jestem zachwycona. Nie bierze mnie ten klimat i już.




No i w końcu wychodzą modelki. Oceniając kolekcję na pewno należy zwrócić uwagę na różnorodność projektów. Uważam, że to ogromny atut projektanta marki, Sebastiana Szrajbera. Nie zamyka się w jednej szufladce i potrafi tym samym zaskoczyć widza. To wszystko sprawiło również, że oglądając kolejne ubrania popadałam w skrajności. Jedne byłam skłonna kupić zaraz po pokazie, inne zwymyślałam trochę, uznając za kiczowate (przede wszystkim spodnie z eko skóry, które fatalnie leżały na modelkach). Zachwyciłam się natomiast tymi projektami:



Jestem również absolutnie zauroczona męską linią. Aż szkoda, że projektów dla panów było tak mało. Co prawda nie jestem facetem, ale dostrzegam ogromne zapotrzebowanie na niesztampowe ubrania dla płci męskiej. Panie Szrajber, widzę tu ogromny potencjał, proszę go nie zmarnować!


Szrajber doskonale bawi się konwencjami. Rockowe spodnie zestawia z delikatnymi, przeźroczystymi bluzkami. Z pozoru nudną, godną biurwy, grzeczną sukienkę urozmaica skórzanymi wstawkami, niby bezkształtną koszulę przewiązuje paskiem, tworząc ultra kobiecą sukienkę, a eleganckie koszuliny pokazuje w duecie z mega seksownymi spódniczkami, aż dziw bierze, że mogłyśmy je zestawiać inaczej!

fot. Ewa Dudała

"Ne Comme Ca lubi sylwetki ludzi odważnych, świadomych siebie, nie przepraszających za to kim są" - piszą o sobie przedstawiciele marki. Jako, że ze wszystkich projektów, aż biła kobiecość, z pełną premedytacją stwierdzam, że postulat udało się zrealizować.

Podsumowując: nie do końca mój klimat, ale widzę ogromny potencjał w tej marce, z polikami podmalowanymi wypiekami będę śledzić jej dalsze losy. Chciałabym również pochwalić za stworzenie profesjonalnego przedsięwzięcia, w którym począwszy od klimatycznego miejsca (Browar Mieszczański), po modelki, zaproszenia, muzykę oraz catering wszystko było dokładnie zaplanowane. Widać, że za organizację pokazu zabrali się ludzie, którzy znają się na rzeczy. Ze swojej strony życzę sobie więcej tak perfekcyjnie przygotowanych wydarzeń modowych we Wrocławiu. (No dobra i może jeszcze tej namiastki Macieja Zienia w wykonaniu Sebastiana Szrajbera: [klik] )

Ne Comme Ca znaleźć możecie na facebooku i na portalu saltandpepper.

sobota, 17 września 2011

Blue saturday

Według ostatnich, cieszących krew w żyłach doniesień, tej jesieni będziemy chciały chodzić tylko i wyłącznie w pelerynach (DKNY, Lanvin, Rick Owens, Rag&Bone). Ten rodzaj odzienia ma w sobie coś teatralnego, ale żeby nie popadać od razu w dramatyzm, wybrałam krótką wersję narzutki. Taka nowa forma okrycia wierzchniego przypadła mi ostatnio do gustu. Co prawda póki co, mogę pochwalić się jedynie dwiema pelerynami w szafie i niewiedzą - co zrobić z rękoma, które momentami żyją mi całkiem osobno (może ich wtedy nie doliczać do siebie?), ale jestem na dobrej drodze do kolejnego zakupu.



fot. Paweł
 dress: asos, hat: vintage, shoes: camaieu

Istota ludzka jest coraz bardziej ucywilizowana. Korzystamy z kuchenek mikrofalowych, smartfonów, tabletów, samolotów. Ale w głębi serca niektórzy z nas na zawsze pozostaną włóczykijami. Czyż nie?

czwartek, 15 września 2011

23

Wydeptując dziś ścieżkę od szafy do komody (nuda to stan, w którym zaczynasz czytać ulotki reklamowe oraz zaczynasz sprzątać, choć wiesz, że to ostatnie z góry skazane jest na niepowodzenie) byłam świadkiem przepychanek w mojej garderobie. Koszulki wyzwały swetry od grubasów i kazały im się wypchać w najciemniejszy kąt szafy. Kardigany, pulowery i inne futrzaki nie pozostały im dłużne, poleciały ściegi i guziki, nie obyło się bez wulgaryzmów ('ty cienka szmato!') Ostatecznie w geście triumfu, naprzód wysunęły się t-shirty, dając mi znak, że żadna pora roku nie jest pretekstem do noszenia nijakich ubrań.

fot. Paweł
blazer: stradivarius, t-shirt: the orphan's arms, leggins: Qoo Qoo  shoes: camaieu


piątek, 2 września 2011

you are what you read







fot. Paweł
skirt: mango, blouse: romwe, shoes, circle scarf: reserved


Jeśli komuś brakuje tekstu, zapraszam do mojej pisarni.