środa, 29 czerwca 2011

wieczna nostalgia panuje na wydziale polonistyki

Najgorsze, co może być, to dać sobie coś wmówić. A, że kościół jest dobry, jeśli seks, to tylko po ślubie, że Polska to ładny i tolerancyjny kraj, że wszystkie polonistki to okularnice, że jeśli blog szafiarski, to mowa tylko o szmatach itd. Ja na pewno nie dam sobie wmówić, że wszelkie neologizmy, skróty myślowe i inne dziwolągi są potrzebne polszczyźnie. Z całego serca nie znoszę wyrazów: cefałka, biżu (jako skrót od biżuterii), narapa (jako połączenie słów 'nara' i 'pa'), feciu (że niby 'fujka', tzn. coś niefajnego), mi to tito (WTF?!!), non toper (WTF2!!!!), krejzol, żal.pl (żal.pl), gastro, jarać się, foch... o zapożyczeniach z j. ang nie wspominając. Są jakieś wyrazy/ wyrażenia, które irytują Was?






fot. Paweł

blouse: cubus, tk maxx, skirt: stradivarius, hat: hathat, necklace: panda eyes jewellery, bag: romwe, shoes: melissa (hego's)

poniedziałek, 27 czerwca 2011

;;;o



Nicotine, Valium, Vicodin, Marijuana, Ecstasy and Alcohol. Coccccccaine! Holiday/Feel Good Hit of the Summer


Od ostatniego postu podróżuję jedynie w przedziałach czasowych dla niepalących. Pomyślałam nawet niedawno,  by wykonać zadanie z gwiazdką i założyć obcasy. Stwierdziłam potem, że w tym życiu dane mi są jednak jedynie onuce. Z pozdrowieniami dla chińskich butów z romwe, dzięki którym jeszcze trochę, a specyficzny aromat zaczadziłby mnie, mego konkubenta i całe osiedle.

jeans, blazer: stradivarius, t-shirt,shoes* - romwe, bag: h&m, headband: iloko

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Więc jadę sobie i palę

W 8 godzin można dolecieć z Polski do Nowego Jorku, można przeczytać również całą gazetę Bluszcz, od wstępniaka po zapowiedź kolejnego numeru, mając nawet czas na wirtualną odpowiedź na listy i wystawienie czerwonym długopisem noty nagannej felietonowi pani Alicji Resich Modlińskiej, która z pisaniem jest chyba w ciemnej dupie.

Przez 8 godzin można również tłuc się  z Wrocławia do Warszawy pociągiem tanich linii kolejowych, bijącym rekordy w ilości przystanków, przesiadek i liczby pasażera na metr kwadratowy. Toteż podczas ostatniej podróży relacji Warszawa Centralna - Wrocław Główny okazałam resztki burżułajstwa i pojechałam Intercity.

Wszystko fajnie, ale w zwykłym pociągu samemu wybiera się miejsce do siedzenia, tu masz przydzieloną miejscówkę i o ile w zwykłym osobowym zazwyczaj omijasz przedziały, gdzie królują panny w kozakach po pachy, których główną dewizą życiową są śmiechy chichy, szeroki łuk zakreślasz również wszędzie tam, skąd wydobywa się swąd kanapki z jajkiem, kiełbasą, lub gdzie są dzieci i zwierzęta, a już w ogóle pod uwagę nie bierzesz wagonu, w którym są adidasy i wygolone głowy i zawsze zbyt częste 'kurwa kurwa' - w Intercity ucieczki już nie ma.

Tym sposobem przez 6 godzin zostałam uziemiona z babcią, która wcinała kanapki z pasztetem lub kiełbasą (naprzemiennie, a precz z nudą!), w uwiązanej na szyi torebce skrzętnie chowała telefon, na który nie pokwapiłby się największy złodziej, trzymała tam również piniądze, a rozsuwając niebieski polar obczajała, czy nikt nie widzi, co robi, (oczywiście nikt nie spostrzegł), a na dokładkę czytała mini wersję pisma świętego. I niech sobie babcia robi nawet na drutach w tym pociągu, ale nie wchodź mi pani w mą przestrzeń osobistą. Na nic zdało się ostentacyjne przymykanie oczu, pokazowe ziewanie i przybieranie pozycji pół-leżącej, przez 6 godzin, ja, człowiek, który wraca z imprezy u Zuzolińskiej w Warszawie, gdzie ludzie-buraki podjeżdżają na imprezy limuzynami i gdzie czarnoskórzy zapraszają do hotelu Ibis, ja venila, kobieta, która położyła się spać, kiedy na dworze było już jasno (posługuję się eufemizmami, gdyż zwyczajnie miałam kaca) - przez 6 godzin byłam jej wolnym słuchaczem, jako, że nie miałam siły powiedzieć NIE. O! Nie dziękuję ci panie, za to, że nie nauczyłeś mnie być asertywnym skurwysynem (to taki cytat ze Stasiuka).

fot. Paweł

jacket: siren, hoodies: CCKT, shorts: stradivarius, shoes: camaieu, bag: h&m

* Tytuł to część referenu z piosenki "Bonończyk" (musical "Idiota")


poniedziałek, 6 czerwca 2011

Do you read me?

Ja, Venila, uroczyście oświadczam, iż mam sobie za nic wzburzone spojrzenia przechodniów, kiedy oto, podczas największych upałów poruszam się po mieście w butach, które z powodzeniem uznać można za zimowe, nie mam roznegliżowanej klaty, a moje nogi wciąż i już na zawsze będą wyglądać anemicznie.

Potrzebuję koczowniczego trybu życia, dobrego campervana lub przyczepy campingowej, by móc podróżować, podróżować, podróżować i uśmiechać się do poranków po nocy spędzonej pod gołym niebem. Och, jaka pani dzisiaj ckliwa.

Przy okazji, w najbliższy czwartek odwiedzam Warszawę, więc gdyby ktoś chciał się spotkać lub jeszcze lepiej przenocować mnie (gratis popływam w twojej wannie), będzie ciekawie! / edit: aktualna jest już tylko pierwsza część tego zdania, ponieważ będę nurkować u Zuzolińskiej/

fot. Paweł

Wystawiłam kilka rzeczy na sprzedaż: http://ven-store.blogspot.com/

dress: szafomania, blouse: h&m (sh), belt: second hand, shoes: camaieu, cross necklace: panda eyes shop