czwartek, 28 kwietnia 2011

noce postarzają, nie śpijmy

Podczas kiedy postanowiłam nie zadręczać Was już dłużej plagiatem obuwniczym w postaci
balerinek i Bronxów i uznałam, że to najwyższy czas, by zaprezentować nowe buty, aparat zwany również Nikodemem odmówił posłuszeństwa (o ironio!) i po kilkunastu zdjęciach się rozładował, bezczelny. Tak więc mam dokładnie jedno zdjęcie, na którym widać wszystko to, co jest poniżej pasa.

Naszyjnik z delamo wykorzystany jako ozdoba głowy jest wyrazem mojej tęsknoty za prawdziwym, kolorowym pióropuszem, o którym marzę, w którym miałabym ochotę tańczyć do utraty tchu i w przepychu szarych dni mogłabym poczuć się jak najwznioślejsza kobieta. Niecodzienna i nie pierwsza z brzegu. Dzika.



fot. Paweł

parka: ClubCouture, necklace: delamo, leggins- no name, bag- vintage, kowbojki: dash44, t-shirt: byjooyshop

Na moim facebooku trwa konkurs, w którym do wygrania są 2 bony po 50 zł do wydania w sklepie DASH44. Zainteresowanych zapraszam TUTAJ

* Post dedykowany Vilkowi ;)

środa, 20 kwietnia 2011

Wilk stepowy

Dzisiaj dla odmiany będą same zdjęcia. A co!
Biję tylko ukłony dla mojej nowej torebki, dla której zwariowałam.
Autorką tego cuda jest Marta Muszyńska-Józefowicz, a jej prace możecie zobaczyć/kupić





fot. Dead Butcher
ps. wystawiłam kilka rzeczy na sprzedaż: www.ven-store.blogspot.com

jacket: levi's, shorts, blouse: bershka, necklace: delamo, bag: pakamera

piątek, 15 kwietnia 2011

nadwrażliwość to mój wróg

Do długiej spódnicy założyłam trampki, co jednak nie wyszło mi na dobre (popełniłam zbrodnię, zawiadamiam o zbrodni przeciwko ludzkości!). Tę maxi spódnicę, która od ostatniego posta zdążyła się nieziemsko zeszmacić, mogliście oglądać TU a koszulę TU. I pomimo tego, że z gracją mogłaby już wymiatać z kątów kurz, nie spisuję jej jeszcze na straty.

Czytam właśnie 'Zbyt głośną samotność' Hrabala i niezmiernie dziwi mnie fakt, że Polacy nie czytają książek. Żyję w kraju, który od piętnastu pokoleń umie czytać, a tego nie robi. A przecież to takie piękne, kiedy bierzesz soczyste zdanie, a ono rozpływa się w tobie, wsiąka  i pulsuje w żyłach. Kocham ten stan.




cape: romwe, skirt: new look, shirt: massimo dutti, circle scarf: american vintage, belt: second hand

środa, 13 kwietnia 2011

Pierwszy krok w chmurach

Jestem entuzjastką noszenia głowy w chmurach, a chumry chyba gustują w takich ludziach jak ja.



fot. Paweł
jacket: levis, t-shirt: tally weijl, shorts: bershka

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

M. Zień

W tamtym tygdoniu (31.03-2.04) we wrocławskim świecie modowym zawrzało. Odbyły się bowiem warsztaty projektowania ubioru nie z kim innym, a z samym Maciejem Zieniem. Wszystko działo się pod strzechą Domu Handlowego Renoma, który to zresztą słynie z dobrej renomy. Od razu uprzedzę, że w warsztatach brałam udział raczej jako dziennikarz/reporter/korespondent, gdyż rysować zwyczajnie nie potrafię, jestem pod tym względem jakby ułomna, więc raczej sobie darowałam. A właśnie umiejętność narysowania/naszkicowania projektu sukni wieczorowej była pierwszym etapem konkursu. Jako, że życie bywa trudne spośród ok. 100 osób jury wybrało finałową 10-tkę. I tu zaczęła się zabawa!

(w międzyczasie, coby czytelnik nie przysnął, o ile w ogóle czyta, zarzucę moją stylizacją)


dress: Gosia Baczyńska (sukienkę pragnę sprzedać, więc jeśli wpadła komuś w oko - pisać)
shoes: bronx, bag: reserved, jacket: levis

Ten sam biały (i jak się nieoficjalnie dowiedziałam niesprzyjający szyciu) materiał, 2 dni i presja stworzenia namacalnej wersji wizji, która została naszkicowana podczas eliminacji. Żeby było przyjemniej, stanowiska pracy umieszczone zostały na terenie hali sprzedażowej, by całemu procesowi twórczemu mogli przyglądać się wszyscy klienci. Warto było jednak walczyć, bo na zwyciężczynię czekał staż u Maćka Zienia, a jak wiadomo, taka fucha na ulicy nie leży! 2 kwietnia na oficjalnym pokazie, oprócz prezentacji kolekcji sklepów Pinko, Guess czy Max Mara, mogliśmy zobaczyć właśnie sukienki 10 finalistek. Byłam naprawdę pod wrażeniem, że w ciągu tak krótkiego czasu można stworzyć tak ładne kreacje, i że z tego samego materiału można wykonać tak różne konstrukcje. Ostatecznie I miejsce zajęła Marlena Stawasz.

Kamila Kochniarczyk - zapamiętajcie sobie to nazwisko, bo czuję, że dziewczyna zajdzie daleko. O ile jej finałowy projekt nie zawrócił mi specjalnie w głowie, o tyle sukienka wg własnego projektu, w której przyszła na pokaz, powaliła mnie z nóg. Mam namiary do Kamili i mam nadzieję, że razem coś zdziałamy.

Projekty finalistek
[fot.Renoma]
I na koniec oczywiście pokaz Macieja Zienia. No cóż mogę powiedzieć... MISTRZ!

ps. drodzy organizatorzy, zapraszajcie mnie częściej na takie eventy. nie wpycham się do pierwszego rzędu, nie piję szampana i mało jem!

sobota, 2 kwietnia 2011

Johnny, I'm only dancing*

Pisałam już kiedyś o tym, że mam swojego faworyta na słowo wytrych roku - będzie nim z pewnością HIPSTER. Jest z nim trochę, jak z określeniem vintage, każdy go używa, ale nie każdy do końca wie, co znaczy. I o ile w przypadku poszukiwań ubrań vintage wybierało się na przejażdżki do lumpeksów, tak w przypadku bycia hipsterem pozostaje tylko zaopatrywać się w śmietnikach, lub kontenerach z odzieżą PCK.
The word hipster will never, ever go away, the word hipster should always be with us!

Niżej znajdziecie mini foto-relację z wrocławskieg sabatu szafiarek. No wiecie, te nasze wrocławskie spotkania nie są takie zwyczajne, bo jak już uda nam się zebrać, to na pogaduchy wpada nawet Maciek!
A dzisiaj idę na jego pokaz! A niedługo na blogu konk, w którym do wygrania niewykorzystana saszetka z cukrem prosto od Zienia!
jacket: levis, blouse: CCKT, dress: asos, scarf: india shop, bag: river island
(buty- made in china, ale dają radę już trzeci sezon)

* tytuł notki nie jest o dziwo tytułem piosenki Bowie'go, a nazwą zespołu, o którym niedługo będzie głośno
(bo jestem jego managerem! ;)

na zdj. Rykoszetka, ja i Kinia*, fot. Erill

Jeśli kiedykolwiek będziecie we Wrocławiu, walcie drzwiami i oknami do Kingi, by zechciała się z wami spotkać. Jest tak niesamowicie wesołą, szaloną i energiczną osobą, że chyba nie da się tego opisać. Za każdym razem, kiedy rzuci jakąś anegdotę, umieramy ze śmiechu, dławiąc się jednocześnie dymem papierosowym. Ale cóż, jest taka prosta zależność pomiędzy paleniem a zaciąganiem się ideą.
Kinga perfekcyjnie podsumowała blogowych anonimów: 'to tak, jak by ktoś chodził po mieszkaniach, od domu do domu, pukał i mówił ci, że masz chujową meblościankę'. amen