wtorek, 31 sierpnia 2010

mam w kieszeni szminkę i w kieszeni nóż


Ta sukienka, a raczej tunika, tyle, że uparcie noszona przeze mnie jako ta pierwsza, jako jedna z nielicznych zdała egzamin na najbardziej przydatną i uniwersalną rzecz w podróżnej walizce (plecaku). Pomimo zgniatania, ugniatania, rzucania bagażu na licznych lotniskach wciąż w miarę zachowuje swój kształt i co najważniejsze- nie gniecie się!
__________________
I tu nastała pauza na oklaski dla firmy Atmosphere

Współtowarzysze owej sukmany, fioletowe sandały, których miejsce pochodzenia wskazywały na ten fakt już w dniu zakupu (New Yorker), zakończyły swój żywot po roku żwawych hulanek oraz nie przestrzegania ich rozsądnego użytkowania i wylądowały w koszu na śmieci. Mam nadzieję, że są wdzięczne za to, że Pani ulokowała je w niebylejakim kontenerze, bo na Hawajach, gdzie pośród palm, oceanu i wszechobecnej 'pięknoty' dokończyły swego dzieła zbawienia. No chyba, że spodobały się jakiejś hotelowej sprzątaczce i reinkarnują się właśnie w nowym, świeżym wcieleniu.

Przy okazji zdjęcia zrobione zostały na plaży Waikiki w Honolulu. I myślę sobie, że Hawaje należą do jednych z moich ulubionych miejsc na świecie i mam nadzieję, że kiedyś tam wrócę. Relacje z pobytu na Hawajach zamieściłam tu, tu i tu ;)

ave maryja


v (508x800)

DSC_0549 (532x800)

DSC_0546 (531x800)

DSC_0553 (532x800)

DSC_0552 (526x800)
fot. P.B.

dress: atmosphere
belt: c&a

piątek, 27 sierpnia 2010

ściskając w mokrych palcach mokrego papierosa

w strudze padającego z góry elektrycznego światła
piszę listy do samej siebie
swój dziennik.
kiedy piszę
wentyluję za pomocą dłoni
rozgrzany kocioł swego mózgu

i piszę.

zazwyczaj jednak mój blog i ja nie jesteśmy kompatybilni

chciałam dodać tu jakis 'zajebisty set', niestety aktualnie moda w mym słowniku nie istnieje, oczywiście rozpaczam, kiedy piąty dzień chodzę w tej same bluzie i na każdym zdjęciu wyglądam dokładnie tak samo, obawiam się, że ludzie pomyślą, że zjechałam Nową Zelandię w jeden dzień, no bo przeca co zdjęcie, ten sam strój, ale cóż w moim życiu nastała reglamentacja ubioru.nie doszukujcie się tu stylizacji bo jej nie ma.spakowala się i uciekła zanim zdążyłam o niej pomysleć.brak jakiejkolwiek harmonii tuszuję swoim wdziękiem. piękne oczy, zgrabny tyłek. nie ma mowy o książce skarg i zażaleń, sorry. i chuj mnie wszystko obchodzi, nawet to, że zaraz oburzycie się, ze przeklinam =)i że żaden potencjalny sponsor nie zechce fashionistki, która w tak oczywisty sposób posluguje się polszczyzną i że mam gigant odrost (nie trzeba mi dodatkowo uzmysławiać). Dziękuję panie, że nie mieszczę się w szeregu i wystaję poza nawias.


rzucam wam ochłap półuśmiechu i już mnie nie ma. ave.


DSC_0183 (730x485)

DSC_0180 (730x484)

DSC_0156 (485x730)
na zdjęciach kot Vincent. nie żebym lubiła koty...

sobota, 7 sierpnia 2010

dres is my new dress


przyszłam z zamiarem pochwalenia się, że ja też mam najprawdziwsze dresy, są co prawda trochę udziwnione przez szalenie kreatywnych projektantów sieci inditex, ale sprawują się dobrze.
toteż przyszłam i poszłam. i pozostawię Was z wierszem, który lubię…
a jeśli mało Wam tekstu, zapraszam tradycyjnie tu: 27trip , gdzie zwierzam się regularnie ze swoich poczynań w wielkim świecie. ave











t-shirt: sisters point, trousers: stradivarius, buty sportowe: adidas
__________________________________



Jacek Podsiadło - "Miłość po wódce"

rano będziemy rozglądać się za słoikiem po ogórkach żeby wodą z octem
zabić kaca będziemy milczeć by oszczędzić siebie będziemy gorączkowo myć zęby
i długo stać przed lustrem z pianą na ustach będziemy delektować się wstydem

rano spytasz tylko czy nie wiem gdzie położyłaś zegarek a ja poproszę
byś włączyła radio spiker poinformuje w porannych wiadomościach o tysiącach studentów
którzy pojechali do domów na ferie świąteczne i przemilczy naszą ostatnią noc w akademiku

rano poczujemy się tacy samotni i wyjdziemy w hałaśliwe ulice
przetrząsając kieszenie w poszukiwaniu straconego czasu i ważnego biletu
wiatr przybiegnie z pustymi rękami jak bezrobotny listonosz i radośnie zabierze
zmięty karteluszek z zapisanym pośpiesznie niepotrzebnym adresem

i tak dobrze będzie pożegnać się przytulić się do zimnej szyby autobusu i milczeć

ale teraz mówimy dużo kolejne wyznania przechodzą nam przez gardło
równie łatwo jak kolejne kieliszki i tak wspaniale kręci nam się w słowach
i odlatujemy gdzieś w górę nie wiedząc nawet że może robimy właśnie nowego
człowieka

środa, 4 sierpnia 2010

jest czwartek.dzień diabła

Wciąż żyję, ale nie mam czasu, by tu pisać, chociaż czas to kiepska wymówka. Nie mam fajnych ubrań, a moja wyobraźnia jest zbyt ograniczona, by wymyślać ciekawe zestawy. Plecak natomiast nie pomieścił zbyt awangardowych strojów i muszę zadowalać się tym co mam. Poza tym przedmiot zwany żelazkiem stał mi się tak obcy, jak dobry, polski chleb. Toteż prawie wszystkie rzeczy wyglądają dosłownie jak szmaty i nie zasługują na uwiecznienie na zdjęciach. Ot jestem sobie taki venilus pospolitus now ;P) Co kilka dni, kiedy przemieszczamy się samolotem staję się klasyczną dresiarą. Nie ma to tamto, mam najprawdziwsze spodnie dresowe!!! [nie omieszkam ich pokazać].






photo: PB
Jeśli macie ochotę czytać na bieżąco mój dziennik z podróży dookoła świata, zapraszam : 27 TRIP . Aktualnie rezyduję w LA, skąd Was pozdrawiam ;)
t-shirt: Virgin. shorts: bershka, bag:Jackpot, rzymianki: new yorker