czwartek, 27 sierpnia 2009

Bologna

Jakiś czas temu miałam okazję spędzić z moim lubym szalony weekend we Włoszech.
lot tanimi liniami lotniczymi [ 20 zł w obie strony], z możliwie największą ilością przesiadek, z zaledwie bagażem podręcznym pod pachą, spanie u obcych ludzi i gotowanie parówek w hotelowym czajniku bezprzewodowym- czyli zdarzyło się wszystko to,
co lubimy najbardziej. Na 7 nocy spędzonych w Italii 5 spędziliśmy na couchsurfingu, 1 w hotelu [ burżułaje !] i 1 na lotnisku.

Naszym celem był region Emiglia Romania, który to w ciągu tygodnia zwiedziliśmy niemal cały.
Pierwszym przystankiem była Bolonia. Miasto nie zauroczyło nas jakoś specjalnie. Było głośno, tłoczno i brudno. Ale 1,5 dnia, które tam spędziliśmy, maksymalnie wykorzystaliśmy na zwiedzanie. Toteż z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że wycisnęliśmy Bolonię na maksa.
Należymy do tego typu turystów, którzy nie podróżują po to, by zaliczyć jak najwięcej zabytków, lecz zwyczajnie po to, by poczuć klimat miasta i po prostu tam pobyć... co ja poradzę, że nie interesują nas kościoły, a znacznie chętniej przemierzamy całe centrum w poszukiwaniu parku.
A co do parku- było bajecznie. Żółwie pływające w stawie, jaszczurki i ludzie fajnie spędzający wolny czas. Leżeliśmy tak na trawie, dopóki nie stwierdziliśmy, że pora coś zjeść.
I w taki oto sposób mieliśmy sposobność zjeść najlepsze spaghetti, jakie do tej pory jedliśmy.
yummy !
po drodze zwiedziliśmy także Boloński Uniwersytet, który niespecjalnie przypadł nam do gustu- mimo to, miło było zobaczyć najstarszą uczelnię świata.

Przez 2 dni nocowaliśmy u kochanej Danieli, która, jak się okazało słuchała Jacka Kaczmarskiego.
Przy okazji, mieliśmy przyjemność poznać mieszankę kulturowo- etniczną, w postaci Danieli z pochodzenia Argentynki, Barbary- rasowej Włoszki i przesympatycznej Amerykanki z Californii, posiadającej indyjskie korzenie- o imieniu Hellya- nie, nie hell yeah :D

przy okazji zakochałam się w starych fiatach 500. ;)
- aha. muszę jeszcze wspomnieć o moim braku opalenizny.
otóż, jako człowiek mający uczulenie od słońca, nie ruszam się nigdzie bez kremu z filtrem SPF 50, nie opalam się, toteż należę do grona tych nielicznych homo sapiens,
którzy nawet w ciepłych krajach potrafią się nie opalić. a co ! :D

14bb

12bb

15bb

16bb

17b

17bb

18b

158b
od lewej: Barbara, Daniela, Paweł, Hellya, ja.

fot. Paweł

Jeśli chodzi o sklepy. W Bolonii królowały butiki marki Inditex, Intimissimi, Terranova, na ulicach było zatrzęsienie torebek od LV, a tak poza tym nic interesującego, no może poza sklepem New Ery, który nas przeraził.
outfit:

blouse- Vero moda
shorts- bershka
belt- second hand
bag- h&m
shoes- new yorker

Ze względu na panujące upały mój ubiór nie był specjalnie wymyślny,
a z drugiej strony podręczny bagaż też nie jest skarbnicą bez dna.
toteż jest tak, a nie inaczej.

sobota, 1 sierpnia 2009

Katarzyna ma katar

pisałam kiedyś, że moją pasją jest fotografia i stylizacja
największą frajdę sprawia mi fotografia mody i właściwie
niemalże tylko w tym kierunku podążam.
zdaję sobie sprawę, że moje zdjęcia są na żenująco niskim poziomie
szczególnie jeśli chodzi o ich stronę techniczną,
ale szczerze mówiąc- mam to głęboko gdzieś.
jestem wstrętną amatorką i dobrze mi z tym !

na zdjęciach Katarzyna
i buty-pseudogladiatory z wężowej skóry zakupione w dorzeczach Złotoryi
za szaleńczą kwotę ośmiu złotych
początkowo zdegustowana mało estetycznymi zadrapaniami i zabójczą jak dla mnie wysokością obcasa- rozważałam ich zakup [!!!] przez myśl przemknął mi nawet, dla własnego dobra szybko zgromiony
obraz byłej właścicielki
ale zaszalałam, bo miałam w tym dniu urodziny. =)
buty są w ciężkim stanie i używam ich jedynie do sesji zdjęciowych
przy mojej niestabilnej koordynacji ruchowo chujwiejakiej wolę nie ryzykować wychodzenia w nich z domu.


34f

sdsr

1ed

fot. me

dress- Mango outlet [ 29.90!]
bow tie- second hand
shoes- second hand