wtorek, 1 września 2009

Italy once again

przed wami druga część mojego wywodu związanego z wakacjami we Włoszech.
obiecuję, że w tym roku, to już ostatnia.

tak więc, po 2 dniach spędzonych w Bolonii odwiedziliśmy
Modenę, Maranello, Rimini i Imolę.

Jako, że mój ukochany jest wielkim fanem F1 a dokładniej kibicuje Ferrari a jego pasja wykracza mocno poza okres od kiedy w stawce mamy Polaka, toteż zwiedziliśmy mekkę Ferrari- Maranello.
Nigdy nie widziałam tak wielu aut tej luksusowej marki skumulowanych do kilkudziesięciu na kilku kilometrach tego uroczego miasteczka. Można było się nawet przejechać, ale jak dla mnie 50 euro za 10 min jazdy to zdecydowanie za dużo!
Noc spędziliśmy u Francesci, która miała cudowny dom na wsi.

Kolejnego dnia pociągiem Regionale uderzyliśmy do Rimini, stolicy Riwiery Adriatyckiej.
Ludzi było mnóstwo. Plaże płatne, usłane były tysiącami leżaków i parasoli.
My oczywiście leżeliśmy nielegalnie na własnych ręcznikach.
Ochh, miałam sposobność przyglądać się tak spedalonym i wydepilowanym bardziej niż ja 'mężczyznom', którzy paradowali wzdłuż brzegu morza.
Gdy jeden z nich kaszlnął, niemal padłam z wrażenia. Wyglądał na takiego, co to nie prycha, nie smarka i nie robi kupy. Jak widać, aż tak idealny nie był.
W Rimini jedliśmy tradycyjną piadinę i panini. mmm palce lizać ! A pobyt uprzyjemniali nam 60letni staruszkowie: Vilma i Prada, szaleni hippisi i ich pies Buddy, którzy przygarnęli nas na couchsurfing.
W drodze powrotnej do Bolonii zatrzymaliśmy się w Imoli, by zobaczyc tor F1 i ścianę zmarłego tragicznie Senny. Tajemnym przejściem udało nam się nawet wejśc na tor.

Lot z Bolonii do Frankfurtu był chyba najgorszym jaki do tej pory odbyłam. Nie udało nam się wylądowac za pierwszym razem, co obfitowało w sporo turbulencji i strachu, na szczęście żyję.

Ponieważ z Niemiec lot do Polski mieliśmy następnego dnia. Czekało nas 18 godzin czekania na lotnisku, a każdy kto był na lotnisku Frankfurt Hahn, wie, że to lotnisko znajduje się dokładnie 'nigdzie'. Nie pytajcie, jak wytrzymaliśmy tyle godzin- niezawodny okazał się ipod. Wieczór uprzyjemnił nam Jack Daniels z colą i odlot Antonowa.Mimo wszystko bardzo pozytywnie wspominam nasz 'kocziun'. ha ;)

1se

56tty

moje ciacho =)

sss

rrrk9

fot. Paweł


a na zdjęciach macie przyjemność poznać mojego osobistego mężczyznę, który jest autorem większości zdjęc na moim blogu i który to cieszy się, kiedy 'linczuję' go pod zdjęciami- bo odwiedzacie jego myspace'a i wzrasta mu oglądalnosc :D
ah. kocham go.

outfit:

dress: topshop [sh]
bag: h&m

42 komentarze:

  1. oo, a ja nawet nie zauważyłam, że jego imię jest zalinkowane ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Oj, jak miło się to czyta, o spedalonych gościach, miłych staruszkach, tajemnych przejściach i tym lotniskowym oczekiwaniu (też coś podobnego przeżyłam rok temu na lotnisku w istambule, więc wiem co mogliście czuć :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. aaa no venilka sie nic nie zmienila widze.. zazdraszczam wyjazdu i figury~! ty chudzielcu jeden:P

    mua mua from poznan

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. Lubię Twoje posty, od razu widać jaka fajna z Ciebie laska:)
    fajna sukienka, łądnie Ci w zielonym! No i ta granita (bo chyba to pijesz?) zazdroszczę:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. Lubię Twoje posty, od razu widać jaka fajna z Ciebie laska:)
    fajna sukienka, łądnie Ci w zielonym! No i ta granita (bo chyba to pijesz?) zazdroszczę:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  6. Lubię Twoje posty, od razu widać jaka fajna z Ciebie laska:)
    fajna sukienka, łądnie Ci w zielonym! No i ta granita (bo chyba to pijesz?) zazdroszczę:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  7. No nie ma nic gorszego niż facet bardziej wydepilowany od kobiety ;) Ty na drugiej fotce... mmm super! No i w ogóle osobisty świetne fotki Ci robi :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  8. mam taka sama sukienke :D:D tyle, ze kupilam ja 3 lata temu w anglii :) pzdr pump it up

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  9. ależ Ci zazdroszczę tego wyjazdu... ja ostatni raz we Włoszech byłam ładnych parę lat temu... A i wyglądałaś ślicznie :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  10. jaka groźna mina podczas picia tego tajemniczego napoju ;D

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  11. a ja nigdy nie byłam we Włoszech....
    sukienka piękna,zmysłowa :))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  12. Może za rok uda mi się podziwiać uroki Włoch.
    Cudnie napisałaś o swoim mężczyźnie ;o
    Ciacho wygląda apetycznie,ah ten róż!
    Całusy

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  13. zazdroszczę podróży, świetnie wyglądałaś:) przyznałam Ci blogową nagrodę;)) hehe;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  14. a gdzie te kanapki??? no wiesz co, zeby po wypadzie do Włoch donuta wklejac?!
    ;))))))))))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  15. kocham twoje włosy...
    serio!!wstawie sobie w ramkę;)heheh


    i jaki pączek...a ja bez śniadania

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  16. Fajna relacja. A co do tych mega metro Włochów, to się zgodzę :-)) Slicznie wyszłaś na fotach :-)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  17. przeczytałam wszystko. spedaleni panowie na plaży rozbawili mnie najbardziej. może we Włoszech mieli jakas promocje na depilatory? ale nad polskim morzem można chyba podobnych "panów" spotkać? ;)

    zastanawiałam się nad taką podróżą, głównie ze względu na te tanie bilety, ale stwierdziłam, że kasowo będzie średnio, bo mnie noclegi z pensji ogołocą. uzbieram troche wiecej i też sobie popodrozuje, ale moze listopad/grudzien, kiedy wyjazd gdzieś w ciepłe miejsce będzie relaksem i ukojeniem sezonowej depresji ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  18. Również jestem fanką F1,
    Świetna wycieczka i urocza sukienka:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  19. A ja mam taka samą koszulkę, jak Twój luby xD :D!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  20. świetnie wyglądasz kochana :)
    zazdroszczę podróży ..

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  21. zajebisci jestescie z Pawlem, kazde z osobna i razem tez;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  22. kolor Twoich włosów i sukienki razem wyglądają obłędnie. i popieram Ulę - gdzie zdjęcia tych pyszności włoskich?? donatom mówimy nie.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  23. nie lubię zieleni ale kolor Twojej sukni jakoś mi zaczyna odpowiadać ;> A z Rimini pochodzi przyszły mąż mojej starszej siostry i nawet w tą niedzielę mieliśmy "przyjemność" gościć jego rodzinę ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  24. swietna sukienka
    ciacho strasznie kuszące :D

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  25. nie jesteś taka ładna jak to wyglądało na "ZROBIONYCH" fotkach :P

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  26. śliczna sukienka!

    a ciacho na końcu kusi ;p

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  27. Anonimowy - strasznie mi przykro, że cię rozczarowałam. nigdy nie twierdziłam, że jestem ładna .peace

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  28. ahh najpierw strzelalam, ze sukienka jest z Zary, bo mam identyczna, tylko, ze biala :) A jednak pomylka. Ladnie Ci w zieleni. No i zazdroszcze pobytu we Włoszech:)

    http://jeadorefashion.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  29. O którym ciastku mówisz?? :)
    ośmielam się zaprosić Cię do opisania 10 prawd o sobie.
    http://cc-celina.blogspot.com/2009/09/36-dziesiec-prawd.html

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  30. itlaia?? mamma mia! che fortuna!! aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa la vogliooooooooooooooo!!!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  31. wyglądasz jak penelope cruiz na spacerze po hiszpańskim miasteczku cudo

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  32. ZOSTAŁAŚ WCIĄGNIĘTA PRZEZE MNIE W ŁAŃCUCH UWYWNĘTRZNIEŃ. ZAPRASZAM DO SIEBIE A POTEM ODBIJ PIŁECZKĘ! WWW.ELLEESTMICHELLE.BLOGSPOT.COM

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  33. Mi się wydaje, że bardziej Eva Green, niż Penelope:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  34. Wkręciłam Cię do zabawy. Tej o 10 faktach z życia. Szczegóły u mnie.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  35. o, mój chłopak ma tę samą koszulkę co Twój, a ja bezskutecznie próbuję mu ją zabrać ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  36. mój mąż kiedyś szukał szczęścia we Włoszech. pomimo,że nie znalazł, jest tym krajem zachwycony. musimy się tam kiedyś wybrać.

    OdpowiedzUsuń na zawsze