Chciałabym napisać, cytując piosenkę Davida Bowiego, że czas przeciąga się jak dziwka ('Time - he flexes like a whore' Time), ale prawda jest taka, że im jestem starsza, tym szybciej wszystko się dzieje. A ja nie chciałabym tak po prostu przeminąć... Staram się więc doceniać 'małe radości', które spotykają mnie na co dzień, bo mam cholernie piękne życie, a tak rzadko je doceniam. Dziś uśmiech na mych ustach wywołuje weekendowy trening agility z psem i zaplanowana na najbliższy czas wycieczka do Pragi (należy więc udzielić mi wszelkich wskazówek).
Na zdjęciach wyglądam kwitnąco, choć sprawy zaszły zdecydowanie za daleko: wstaję równo z kurami, choć w mieszczańskim pejzażu bardziej adekwatnym zwrotem będzie: jestem odprowadzana przez śmieciarki. Dzięki,
Elvis!
Pragnę złożyć także podziękowania mojemu niezastąpionemu fotografowi, który dorobił mi dzisiaj w photoshopie guzika przy płaszczu (taki sprytny!)
płaszcz, sweter: romwe,
legginsy: qoo qoo,
wianek: dorothy perkins,
buty: friis&company (
boozt.com/pl)